Rok 2017 obfitował w nowości kosmetyczne. W większości były to produkty, które miałam na swojej wish-liście już od dawna, klasyki pewnie są sporej części z Was znane. Jednak nie tylko. Wśród nich znalazły się także kosmetyki odkryte całkiem przypadkowo, które szybko włączyłam do codziennej rutyny. Moje odkrycia kosmetyczne zeszłego roku to miks produktów, bez których nie wyobrażam sobie teraz mojej pielęgnacji czy makijażu. Poznajcie wspaniałą siódemkę!

Guerlain meteoryty, beautyblender PRO, pharmaceris 50+ spf, origins ginzing

PIELĘGNACJA

Evree, Olejek do twarzy Revita Perilla & Magic Rose

Nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji skóry twarzy bez olejków i serum. Po wykorzystaniu kolejnej buteleczki starego ulubieńca z tej kategorii, postanowiłam wypróbować coś nowego i w ten oto sposób znalazłam się w drogerii przed regałem z kosmetykami do pielęgnacji twarzy. O marce Evree słyszałam już wcześniej, ich produkty mają bardzo fajne składy, więc szybko zdecydowałam się na olejek Magic Rose i był to świetny wybór! Z kolej olejek Revita Perilla kupiłam mamie na urodziny i kilka razy miałam okazję podkraść jej trochę tego cuda, po czym wiedziałam, że to kosmetyk, który sprawdza się na mojej skórze chyba nawet nieco lepiej niż wersja Magic Rose. Revita Perilla ma bardziej lejącą konsystencję i lepiej wchłania się w skórę, a do tego ma przecudowny zapach! Drugi olejek wchłania się w mniejszym stopniu i tworzy na skórze delikatną warstwę. Obie wersje są zdecydowanie warte uwagi!

Lomi Lomi, Maska kojąca Jaśmin

Maseczki w płacie stosuję już od dość długiego czasu, ale dopiero maska kojąca Jaśmin sprawiła, że je pokochałam! Ta wersja maski świetnie współpracuje z moją skórą – testowałam inne marki Lomi Lomi i żadna nie dorównuje mojej ulubionej jaśminowej. Maska jest mocno nasączona esencją i spora jej ilość zostaje w opakowaniu, dzięki czemu możemy posmarować nią ciało lub twarz następnego dnia. Idealna charakterystyka maseczki? Jej nazwa! Świetnie koi skórę, uspokaja ją i łagodzi wszelkie podrażnienia. Do tego odżywia i nawilża. Do jej użyciu skóra jest mięciutka i zdecydowanie wygładzona. Wszelkie zaczerwienienia znikają! Ogromnym plusem maski jest jej cena – jest dużo niższa w porównaniu do innych kosmetyków tego typu. Polecam szukać jej w Hebe, kosztuje około 7 złotych.

Origing Ginzing, olejek Evree Revita Perilla, beautyblender PRO, blog lifestylowy

Pharmaceris, Hydrolipidowy krem ochronny do twarzy SPF 50+

Moje wielkie odkrycie zeszłego roku! Od dawna szukałam kremu do twarzy z wysokim filtrem, który będę mogła stosować przez cały rok. Zależało mi na tym, żeby nie bielił skóry i nie miał zbyt tłustej konsystencji. Przetestowałam wiele kremów i większość z nich była zbyt ciężka i do tego powodowała powstawanie niedoskonałości. Jednak z kremem Pharmaceris polubiłam się praktycznie od samego początku. Jest on dość lekki jak na krem z tak wysokim filtrem. Pozostawia skórę rozświetloną i promienną, ale nie przyczynia się do jej większego przetłuszczania się. Dodatkowo nie bieli i świetnie sprawdza się jako baza pod makijaż. Dla mnie ideał!

Origins, Ginzing, Ultra-Hydrating Energy-Boosting Cream

Od dawna chciałam wypróbować kremy marki Origins i wreszcie mi się udało! Nie zastanawiałam się długo i padło na krem z serii Ginzing. Bardzo spodobała mi się idea tego kremu, który ma jednocześnie odżywiać,rozświetlać i pobudzać skórę. Krem bardzo dobrze nawilża, a przy tym dość szybko się wchłania. Faktycznie pozwala walczyć z szarą i suchą skórą. Rozświetla, przy regularnym używaniu delikatnie poprawia koloryt skóry i zdecydowanie dodaje jej energii! Po jego zastosowaniu, buzia wygląda po prostu zdrowo, promiennie i zyskuje naturalny blask. Jako zwolenniczka naturalnego wykończenia w makijażu, zawsze z rozświetlonym efektem, jestem po prostu zachwycona kremem Origins i z pewnością zagości na stałe w mojej pielęgnacji!

MAKIJAŻ

Guerlain, Meteoryty, Rozświetlający puder w kulkach

Meteoryty Guerlain marzyły mi się od naprawdę bardzo dawna. Byłam ciekawa czy te wszystkie zachwyty nad nimi są autentyczne. Spróbowałam i… przepadłam po pierwszym użyciu! Eleganckie pudełeczko, kuleczki o przepięknym pudrowym i ekskluzywnym zapachu, które sprawiają, że skóra wygląda na wygładzoną, odmłodzoną i w naturalny sposób rozświetloną. Od dawna szukałam takiego wykończenia i żaden inny kosmetyk nie dał mi takiego efektu, ani tak dobrze nie współgrał w moją skórą. Polecam przymknąć oko na cenę i wypróbować meteoryty na sobie – z pewnością będziecie zachwycone!

Maybelline, Master strobing stick, Illuminating highlighter

Przypadkowy zakup podczas promocji w Rossmannie pozwolił mi poznać świetny rozświetlacz Maybelline. Nie wyobrażam sobie swojego codziennego makijażu bez użycia rozświetlacza. To dla mnie obowiązkowy krok, nawet w lekkim, dziennym make-upie. Niektóre rozświetlacze w pudrze dają cudowny efekt tafli, jednak odkryłam, że jest on dla mnie nieco za mocny na dzień. I właśnie wtedy, całkiem przypadkiem, odkryłam rozświetlacz w sztyfcie Maybelline. Wygląda przepięknie na szczytach kości policzkowych i nosie, daje naturalny, ale widoczny efekt. Bardzo dobrze nakłada się go BeautyBlenderem. Nie tworzy plam i świetnie współpracuje z bronzerem i różem. Zdecydowanie polecam!

Meteoryty Guerlain, BeautyBlender PRO, Maybelline strobing stick, blog lifestylowy

BeautyBlender PRO

O tym odkryciu jest mi właściwie trochę wstyd pisać, bo pewnie wszystkie z Was znają już BeautyBlender! U mnie to cudeńko pojawiło się dopiero pod koniec zeszłego roku i już po pierwszych użyciach wiedziałam, że BB na stałe zagości w moim codziennym makijażu. Zdecydowałam się na wersję PRO, czyli gąbeczkę w wersji czarnej, bo wyczytałam, że łatwiej się ją czyści. Faktycznie, nie ma z tym żadnego problemu, chociaż nie mam porównania do klasycznej, różowej wersji. BeautyBlender cudownie wtapia makijaż w skórę, czyniąc go praktycznie niewidocznym! Pozwala uzyskać bardzo naturalne wykończenie, skóra wygląda promiennie i zdrowo, a do tego kosmetyki nałożone za pomocą BB trzymają się naprawdę świetnie. Gąbeczka jest świetna także do szybkiego odświeżenia makijażu, drobnych poprawek. Dla mnie to teraz niezbędny produkt w makijażu i już wiem, że nie zamieniłabym go na nic innego!


Jakie jest Wasze największe odkrycie kosmetyczne 2017 roku, gdybyście miały wybrać tylko jeden produkt?