Zaczęło się od filmu. Nie miałam wobec niego zbyt wielkich oczekiwań, byłam po prostu ciekawa, co może mieć w sobie nowego i innego, że aż tyle osób się zachwyca i o nim mówi. Po 2 godzinach w sali kinowej wszystko stało się jasne. Historia Louisy i Willa po prostu poruszyła moje serce. Jest niezwykła, mocna i jedyna w swoim rodzaju. A książka? Jest idealnym uzupełnieniem historii i pozycją zdecydowanie wartą przeczytania. Niech „Zanim się pojawiłeś” poruszy i Was.

Zanim się pojawiłeś, recenzja książki, blog lifestylowy

Historia jedyna w swoim rodzaju

Ktoś może powiedzieć, że historia jest przewidywalna. W pewnym stopniu oczywiście jest, ale we mnie do końca tliła się nadzieja, że opowieść zakończy się inaczej i bohaterowie spędzą razem resztę życia. Jednak czy zakończenie nie było w pewnym stopniu iskierką optymizmu?

Willa i Lou poznajemy w bardzo różnych momentach ich życia. On utracił wszystko i żyje jak w klatce. Uwięziony, skazany na nieustanną pomoc i zależność od innych. Natomiast każdy dzień Lou jest taki sam, można powiedzieć, że czas ucieka jej między palcami, jednak ten stan jej odpowiada. Czuje się bezpiecznie i pewnie, pracując od lat w tym samym miejscu i spotykając się z tym samym chłopakiem. Nie szuka czegoś więcej. Wszystko jednak ulega zmianie, gdy Lou traci posadę w kawiarence i po wielu perypetiach decyduje się na podjęcie pracy jako opiekunka przy niepełnosprawnym mężczyźnie. W tak prosty sposób życia dwóch osób splatają się ze sobą.

To co mnie najbardziej porusza to ogrom miłości, który został zawarty na kartkach „Zanim się pojawiłeś”. Tak szybkiej i tak ulotnej miłości. Sposób jej przedstawienia rzuca nowe światło na to uczucie. Pokazuje z jak wielkimi poświęceniami może się wiązać miłość oraz to, że czasami pozwolenie drugiej osobie na odejście jest jej prawdziwym znakiem.

Perspektywa

Świetnym zabiegiem wprowadzonym w narracji jest zmiana perspektywy. Większość wydarzeń widzimy oczami Lou. Tylko kilka z nich przedstawionych zostało z perspektywy innych postaci. Są to zazwyczaj zdarzenia dość istotne i emocjonalne. Jest to doskonały sposób na pokazanie uczuć i uwydatnienie pewnych wydarzeń, które dopiero ukazane z innego punktu widzenia nabierają odpowiedniego wydźwięku i głębszych emocji.

Smutna opowieść z optymistycznym wydźwiękiem

To wcale nie jest historia tylko o depresji i nienawiści do życia. To również opowieść, po przeczytaniu której aż chce się żyć! Poznając historię Willa dostrzegamy, jak szybko możemy stracić wszystko, co mamy i nagle zaczynamy patrzeć na życie z nieco innej perspektywy. Zakończenie książki jest niesamowicie smutne (wyciskacz łez!), ale ma w sobie pewien promyk nadziei. Pozwala zmienić punkt widzenia i zacząć doceniać rzeczy, które wcześniej braliśmy za pewnik. Książka zachęca do… życia. Do wychodzenia poza sferę komfortu, próbowania nowych rzeczy i nie stania w miejscu. Żyj odważnie, nieustraszenie. Po prostu żyj.

Zanim się pojawiłeś, recenzja książki, blog lifestylowy

Książka a film

Film „Zanim się pojawiłeś” jest wierną adaptacją książki. Żaden z ważnych tematów czy wątków nie został pominięty, a piękno historii zostało oddane dzięki cudownej grze aktorów. Sam Claflin i Emilia Clarke to po prostu Will i Lou. Zostali dobrani idealnie i zdecydowanie czuć między nimi chemię. Kilka drobnych wątków nie znalazło się w filmie, ale pomimo tego, jest on cudowną adaptacją książki. Pominięte jednak zostały te właściwe, które nie zmieniają biegu historii.

„Zanim się pojawiłeś” to pozycja, do której z pewnością będę wracać. Autorka powieści dokonała czegoś bardzo wartościowego – pokazała miłość z innej i nowej perspektywy. Ja jestem na tak i już cieszę się na kolejne spotkanie z Lou i Willem!